Córeczko moja…

Father Watching His Infant Sleep

 

…tak bardzo pragnę Twojego, mnie, zrozumienia, że siedzę tu dzisiaj przy Tobie gdy śpisz jeszcze, wtulona w nocy ciemnej woal i piszę te słowa w bezgranicznej miłości i z sercem przepełnionym nadzieją, że niedługo już promyk światłości rozświetli nareszcie mroki tej skomplikowanej iluzji w której przyszło Ci zaistnieć jako moja mała, tatusiowa dziewczynka.
Piszę ten list do Ciebie na długo wcześniej, niż zrozumiesz, gdyż wiem, że w teraźniejszych okolicznościach niełatwo jest Ci pojąć, co tak bardzo z całego serca i całym sobą, pragnę Tobie przekazać. Jednak, kiedy nadejdzie czas, ten właściwy, ze słów mych opadnie ciężar niejasności i odsłoni przed Tobą, zawarte w nich, prawdziwe znaczenie. Uświadomisz sobie wtedy, kim jesteś i zrozumiesz w jakim celu tu przybyłaś. Bo widzisz Kochanie, problem nie leży w tym, że na razie nie rozumiesz i nie dlatego, że nie potrafisz zrozumieć lecz dlatego, że zostałaś oszukana.

Pamiętasz może jedną ze swoich ulubionych bajek z dzieciństwa o przygodach Shreka? Tam, w jednej ze scen, pod rozgwieżdżonym niebem odbyła się taka rozmowa:

(…) – Ej! Co robisz? Przepowiesz mi przyszłość z gwiazd?

– Nie można przepowiedzieć przyszłości z gwiazd, one mówią tylko o tym co było. Ale jeśli zna się trochę historię, teraźniejszość staje się jaśniejsza i wtedy łatwiej wyobrazić sobie przyszłość. Popatrz, widzisz? O, tam. To Gortak zwany …
– No dobra, przecież i tak wiem, że zmyślasz.
– Nie….
– Shrek daj spokój, przecież wiem, że tam nic nie ma! Ja widzę tylko małe, białe kropeczki!

– Wiesz Ośle, czasem nie wszystko jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka (…)


Córeczko, powinnaś mieć się bardzo na baczności gdyż to, że coś jest małą białą kropeczką, wcale nie jest takie oczywiste.
 Nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Umysł ludzki podatny jest na sugestie a to, powoduje zakrzywianie i deformację spływających do niego informacji, co w konsekwencji przekłada się na zafałszowanie zebranej w nim wiedzy. Ta z kolei, skutkuje podejmowaniem błędnych ocen i przez taki, powstały defekt, na przykład, może być Ci łatwiej wierzyć w wiarygodne kłamstwa jak w nieprawdopodobną prawdę. Musisz więc uważać Skarbie na myśli, bo mogą nie być Twoje. Mogą być za to, programami zachowań, z góry określonymi schematami narzuconymi Ci przez świat zewnętrzny, przez edukację powszechną, środowisko najbliższych, otaczających Ciebie ludzi, język, jedzenie, kolor skóry, tradycję, kulturę, system wierzeń czy też moją nieroztropność. Najczęściej jednak, bywają wzorcami źle postrzeganych powszechnie i opacznie rozumianych procesów rządzących poziomem rzeczywistości, której doświadczamy, opartej na algorytmie materii i jej nieskończenie wielu modelach zagęszczenia.

Zanim jednak podzielę się tym z Tobą, wejrzyj proszę głęboko w siebie i zrewiduj ponownie swoje dotychczasowe przekonania, cele do których dążysz, marzenia… Czy jesteś pewna, że one należą do Ciebie? Że są spójne z Twoimi wartościami? Że nie ustaliłaś ich w oparciu o wszechogarniające tą rzeczywistość chciejstwo? Chciejstwo bycia lepszą od innych, ładniejszą, mądrzejszą, bardziej znaną, bardziej cenioną, bardziej kochaną czy lubianą, lepiej ubraną, z większym domem, z największym telewizorem, z najlepszym smartfonem, komputerem, samochodem, z większą ilością pieniędzy na bankowym koncie…? Czy to, co chcesz i o czym marzysz jest na prawdę Twoje? Czy nie jest tak, że chcesz, bo ktoś w Twoim życiu narzucił Ci i pielęgnował w Tobie swoją wolę, bądź w medialnym lub jakimkolwiek innym przekazie zechciał, żebyś z całych sił zapragnęła chcieć? Żebyś, poprzez kierowane do Ciebie zmanipulowane fakty, strzępy prawdy i półprawdy, wyrobiła w sobie określoną opinię, ocenę, zdanie na dany temat?
Czy może jest tak, że nie wiedząc kiedy, przekroczyłaś już granicę słyszalności podszeptów serca i zawędrowałaś na manowce? Tam, gdzie w chorobliwym chciejstwie dominacji jeden podburza drugiego przeciwko reszcie, wywołując różnicę zdań i poglądów, roznieca zamieszki i wojny i każe w nich zabijać dzieci, takie jak Ty, córeczko moja w imię ukrytych kartelowych interesów, przeliczanych w szeleszczącej walucie. Walucie, która nie posiada żadnej wartości ponad tą, którą nadano jej umownie. Walucie, która niczym jest jak tylko papierkami pokrytymi drukarską farbą, a za którą ludzie godzą się sprzedawać siebie oraz całe swoje rodziny.
Handlując coraz bardziej chciwie, ludzkiemu Życiu w tym Świecie wystawiono cenę kolorowego papierka, tym samym ustanawiając hierarchię ważności z chciejstwem ponad wszystko.

Kochanie. Piszę do Ciebie ten list z głębokich manowców. Z rzeczywistości ogarniętej gorączką posiadania władzy do tego stopnia, że człowiek przeciwko człowiekowi obmyśla coraz okrutniejsze w skutkach sposoby manipulacji. Zaszczepia w umysłach innych sobie tylko wygodne idee, implantuje błędne myśli i preparuje rzeczywistość żonglując faktami lub ukrywając prawdę. Ubezwłasnowolnia równie zaciekle chemią, rozpylając ją w warstwach atmosfery lub podając bezpośrednio do wody pitnej, napojów, jedzenia i środków higieny osobistej, zaburzając tymi działaniami percepcję postrzegania, blokując przewidywanie i powodując brak intuicji oraz osłabienie analitycznego i logicznego myślenia. Gdyby tego było mało, gdyby okazać by się miało, że nielicznym jednostkom, z ogromnym wysiłkiem udałoby się jednak zachować resztki samoświadomości, na nowonarodzonych dzieciach, w pierwszych dniach ich życia stosowane są środki przymusu bezpośredniego. Pod osłoną z przepisów prawnych i rzekomej prewencji epidemiologicznej, dokonywane są na tych niewiniątkach inwazyjne wkłucia i wstrzykuje im się niebezpieczne ilości toksycznych związków chemicznych oraz nie rozpoznane dobrze, obce materiały genetyczne ze szczepami różnego rodzaju wirusów, podobno wolnych od zanieczyszczeń. Tak obciążony ludzki organizm traci zdolności do obrony i upośledza procesy samouzdrawiania a to oznacza, możliwość pojawienia się każdej ilości nieprzewidzianych skutków oraz przyczyn chorobotwórczych.
Ci ludzie, córeczko, ci którym wydaje się, że są „lepsi” i wynoszą się ponad wszystkimi… gwałt na nienaruszalnym prawie człowieka, odważnie i bez skrępowania nazywają cywilizacyjnym dobrodziejstwem. Podczas gdy ich skrywanym celem, osiąganym bandycko przez odbieranie innym wolnego wyboru, jest eksterminacja wybudzającego się zrozumienia bycia istotami świadomymi, zapomnianymi boskimi pierwiastkami…

I właśnie to, jest powodem dla którego kreślę do Ciebie te słowa.
Pragnę, by ten list był Ci przypomnieniem, że nie jesteś imieniem i nazwiskiem. Nie jesteś PESEL-em ani NIP-em, ani w żadnym razie swoją pracą, pracownikiem, swoim wyuczonym tytułem naukowym, swoim zawodem, ani podatnikiem, nikim takim jak żona, ani obywatelka. Nie jesteś też, Skarbie mój, żadną córką ani matką ani nawet zbiorem molekuł scalonych w komórki, tworzące ciało, które patrzy na Ciebie z odbicia, gdy przeglądasz się w lustrze.
Jesteś Kochanie, najwspanialszym architektem energii na poziomie materialnym i niematerialnym, doświadczającym owoców swojego tworzenia w humanoidalnym ciele człowieka na planecie Ziemia. Jesteś Istnieniem kreującym wszechświat z fotonów światła, według jego wzorców i częstotliwości. Świadomością przekuwającą energie myśli na materię przejawiającą się w tym modelu rzeczywistości, w którym czytasz właśnie ten list.
Jesteś duszą, która w trójwymiarowej koncepcji Ziemskiego, fizycznego świata, zechciała urodzić się jako dziewczynka, wybierając mnie, na jednego ze swoich rodziców, na opiekuna i przewodnika w poruszaniu się po tej gęstej i ciężkiej formie materialnej przestrzeni. I chciałbym, żebyś wiedziała, że jestem z tego powodu nieskończenie dumny. Dziękuję Ci Najdroższa.
I przepraszam.

Przepraszam za to, że dałem wciągnąć się w kłamstwa, matactwa i bzdury.
Przepraszam, że uległem manipulacjom.
Przepraszam, że nie rozpoznałem na czas oszustwa.
Przepraszam, że pod wpływem własnej naiwności dopuściłem, by inni uformowali w Tobie wiarę w powierzchowne, płytkie i zarozumiałe ego. Że w okół Twojej doskonałej duchowej istoty, systematycznie, warstwa po warstwie wybudowali skorupę fałszywych przekonań, by przekierować i skupić Twoją uwagę na dożywotnim karmieniu ego, breją ich prawd i kłamliwych wierzeń.
Wybacz mi proszę, jeśli okazać by się miało, że zburzenie tej skorupy i uwolnienie prawdziwej Ciebie, wymagać będzie musiało włożenia ogromnego wysiłku.

Pamiętam czas, kiedy następowała w Tobie zmiana…

Poznawana przez Ciebie rzeczywistość tak bardzo różniła się od wysoko wibracyjnych, najczystszych i nie skażonych niczym wartości z jakimi przyszłaś tu, w to miejsce na Ziemi, że rysowało to na Twojej buzi najpierw zdziwienie a później lęk i wielokrotnie łzy. Będąc maluszkiem jeszcze, obserwowałaś bawiące się na placu zabaw starsze dzieci i nie rozumiałaś jak mogą bez najmniejszego powodu, tak dla zabawy, rozdeptywać pajączki i robaczki, które ty z czułością brałaś w rączki i próbując chronić je, chowałaś do kieszeni. Patrzyłaś zdezorientowana jak łamali gałązki drzew i obrywali im liście, jak sypali inne dzieci piaskiem i rzucali w nie kamieniami. Jak ci cwańsi, udając odważnych, kopali małe zwierzątka i z kijami ganiali je po podwórku. Widziałem jak dla zachowania emocjonalnej równowagi, Twoje postrzeganie świata sercem i miłością, powoli przejmował analityczny umysł. Z każdą chwilą i z dnia na dzień, podpowiadał Ci, utwierdzając w przekonaniu, że racja musi chyba leżeć po stronie większości, bo skoro większość dzieci tak robi, to z pewnością tak jest dobrze i tak ma być. Nie pomagało moje tłumaczenie, że zachowania tych dzieci, prawdopodobnie były wypadkową schematów myślowych ich rodziców i rodziców ich rodziców….. Nie rozumiałaś jeszcze, że to, w jaki sposób oni odbierają świat, uwarunkowane jest okolicznościami jakim przyszło stawić czoła założycielom ich rodów. Że w pewnym momencie, z jakiegoś powodu, ich rodowi prarodzice musieli zapomnieć o całkowitym swoim wpływie na przejawiającą im się rzeczywistość. Uleciała w niepamięć wiedza, że sami byli twórcami wszelkich okoliczności i, że każda ich myśl uruchamiała mechanizmy wykonawcze w czasie, gdy właściwa ilość skupionej na niej energii pozwalała na jej manifestację w świecie materii. Jakiś bliżej nie określony impuls bardzo skutecznie odwrócił ich uwagę od świadomości bycia istotą z ducha wszech-stworzenia, ze źródła nieskalanej miłości. I uwierzyli w iluzję fizyczności. Uwierzyli w nią z taką siłą, że zaczęli potykać się o coraz niższe ludzkie emocje… o chciwość, zawiść, arogancję, pychę, zazdrość, uzależnienie, nieuczciwość, nienawiść, lenistwo, złośliwość, cwaniactwo…. Zamiast bawić się życiem i modelować materię według własnego uznania, popadli w rezonans niskich częstotliwości. Stało się to przyczyną do obniżenia i zakotwiczenia ich wibracji w obszar ego i przyjęciem, jako właściwe, mocno zawężonego przekonania o prawdziwości tego miejsca w tej warstwie wszechświata, funkcjonującego na planie zagęszczonej energii. A strach przed przetrwaniem ich materialnych, cielesnych powłok w jednostce czasu pojedynczego życia, stał się już ich nierozdzielnym towarzyszem. Od tamtej pory ludzie boją się ludzi. Hołubiąc własne ego człowiek oddalił się od człowieka. Zaciekle rywalizując wciąż ze sobą o atrakcyjniejsze przeżycie, stworzył podział na słabych i mocniejszych, na lepszych i na gorszych, na uprzywilejowanych i tych, których pozbawiono praw. W oderwaniu od źródła miłości, w zapomnieniu kim jest, człowiek Ziemi stworzył mroczny świat, chwiejący się ku przepaści. Z pokolenia na pokolenie przekazywane potomnym cwane i przebiegłe podejście do aspektu życia poskutkowało plagą cwaniaków, nieuczciwie zawłaszczających cudze. Byle osiągnąć cel… Koniecznie, po najmniejszej lini wydatkowania energii.

Ale widzisz, Kochana, dzieci nie rodzą się złe. Dzieci, to przecież dusze, doskonałe boskie pierwiastki w malutkich ludzkich ciałach. I gdyby z wielką uwagą wsłuchać się w ich przekaz do dorosłych, można by usłyszeć, że bardzo nierozsądnie marnujemy życie, kiedy brak w nim radości z zabawy w bycie Człowiekiem.
Żeby więc utrzymać mroczny wzorzec rzeczywistości, wybudowany na niskich emocjach, żeby nie rozsypało się w pył namiętnie pielęgnowane ego, należało uruchomić skuteczny proces dezinformacyjny. System podtrzymujący iluzję za wszelką cenę, bo inaczej, realna stawała się groźba wzrostu świadomości u ludzi, którzy mogliby dostrzec i zrozumieć jak wiele negatywnych, złych energii tworzą przeciwko sobie i innym. Tak więc, jak najszybciej tylko się dało, odcięto dzieci od źródła miłości, najwyższej we wszechświecie energii. Kochających je rodziców, u których poziom emocji niebezpiecznie rósł wraz z częstotliwością wibracji, uwikłano w zdobywanie środków do (prze)życia, budowania kariery i statusu społecznego, wedle cichej zasady „dziel i rządź”, maksymy, która od tysięcy lat, nieprzerwanie burzy ład w tym świecie. A maluszkami zajęły się albo wyspecjalizowane instytucje w których, bardzo dyskretnie, w subtelny sposób, kształtowano ich świadomość według wzorców, jakimi powinny posługiwać się w rozumieniu nowej rzeczywistości, albo rządowe programy korzystające z usług farmacji i technik kontroli umysłu, wpasowywały je w ten świat.
Naiwnie ufne w nieomylność działań dorosłych, dzieci, najcenniejszy ludzki owoc, stają się w końcu tym, kim czują, że nie są ale kim zostały przekonane, że być powinny. Pozostają uwięzione w pragnieniach dorosłych w ich złudnych koncepcjach i ambicjach odcinających dostęp do wyższych wibracji wspaniałej duchowej istoty.

Córeczko…
Skarbie mój najdroższy…
Nim jasność rozproszy resztki bolesnego snu i obudzisz się, radośnie witając nowy dzień życia. Nim w całkowite zapomnienie odejdzie ostatni z „betonu” paradygmat starego świata… Pozwól, że zostawię Ci jedną tylko wskazówkę.

Prawdziwe Życie zaczyna się od właściwego rozpoznania energii Miłości, Źródła Wszystkiego. Miłości, której szukać musisz bardzo, bardzo głęboko w sercu, pod pokładami pojęć jakimi posługuje się człowiek do jej określenia. Miłości, której nie da się opisać żadnym językiem świata a jej sformułowana definicja jest niepełna, błędna i zmanipulowana od pierwszej chwili w której powstała myśl by ująć ją w słowa. Bo słowa to myśli, produkt umysłu w którym główną siedzibę ma Ego ze swoim zbiorem wszelkich przekonań i wyobrażeń dotyczących cielesnej, ludzkiej natury. Zatem, to uczucie pochodzące z głowy, tak pięknie nazywane, wychwalane i wielbione, nie jest Miłością. Jest jej ułomną wersją, przerobioną i dopasowaną na potrzeby ego i z tego powodu zawsze będzie zaborcza, zawsze stawiać będzie warunki, będzie wymagać, kontrolować, wyceniać, rozliczać, wściekać się, użalać nad sobą, litować i histeryzować, gdy nie dostanie, co chce. A wszystko to w celu dokarmienia i zaspokojenia, własnego rozpasanego ja.
Jeśli postanowisz poznać i zrozumieć Miłość, będziesz musiała wyjść jej na przeciw. A droga ta, nie należy do łatwych, bo wymagać będzie od Ciebie wyparcia się ego, które, uczepione Twojego umysłu będzie krzyczeć i protestować lecz ten wysiłek, jak żaden inny, wart jest swojej ceny.
Jeśli będziesz gotowa….
Usiądź…
Ukołysz myśli… niech z wolna wyciszą się i ustaną… nie są do niczego potrzebne…
Uspokój oddech… wygładź sztormowe bałwany fal na oceanie prany…. i niech nastanie flauta…
Poczuj, jak spokój wypełnia każdy zakamarek Twojego ciała….
Obserwuj pojawiającą się ciszę….
dotknij jej…
stań się nią…
Bądź głębsza w swoim wyciszeniu… wielokrotnie głębsza…
jeszcze bardziej…
i jeszcze….
Czujesz jak brakuje Ci miejsca… to umysł… jest za ciasny… wyjdź z niego…
Odetchnij i naciesz się wolnością…
Jesteś teraz wszystkim…
A wszystko jest Tobą…
Jesteś energią.
Każdy atom Twojego ciała był kiedyś wszystkim co znasz. W rzeczywistości, której doświadczasz ciałem, uczestniczysz w procesie ciągłego przemijania – opadły na jesień z drzewa liść, butwieje i rozkłada się do poszczególnych pierwiastków, stając się pożywką dla grzybni wokół drzewa i rosnącej przy nim jagody. Będąc w lesie, nie raz, zbierałaś jej owoce, delektując się ich smakiem a rosnące obok grzyby znalazły miejsce na Twoim obiadowym talerzu. Tak właśnie liść, choć już od dawna go nie ma, stał się częścią Ciebie. Tak właśnie energia drzewa, poprzez liść, który na nim rósł, jagody i grzyby, stała się częścią Twojej energii. Tak właśnie wszystko, co obserwujesz w tym wariancie rzeczywistości staje się wszystkim. Nic nie ginie, nie znika, nie umiera. Zmienia tylko strukturę układu atomów stając się inną formą istnienia w świecie nieustającej przemiany.
Teraz, gdy nie jesteś już umysłem zainfekowanym wirusem ego, bez kłopotu dojrzysz najmniejszą cząstkę budującą Wszechświat a jeśli wytężysz swoje postrzeganie, może ujrzysz również niezwykłą energię łączącą te cząstki w Jedno. W tej energii nie doświadczysz różnic i podziałów bo w Jedności nie istnieje lepsze i gorsze. W Jedności Wszystko jest ważne, istotne, wyjątkowe, niezastąpione…
W tej sile spajającej Wszystko ze Wszystkim odnajdziesz Miłość.
Mentalne ego przepełnione arogancją, zapatrzone w siebie nie dostrzega, że jest wspólną częścią całości. Bajdurząc o swojej unikalności różnicuje, ocenia, nadaje wartość lub jej pozbywa wedle własnego „widzimisię”. Pojmuje świat tylko na tyle, na ile widzą go oczy ludzkiego ciała. Pojmuje tylko to, co nie zakłóca jego samouwielbienia. I nie byłoby w tym jeszcze nic niepokojącego, skoro taki wybór i wola jego i skoro takim pragnie się doświadczać. Gdyby nie postępujący zanik samoposzanowania, którego skutki przejawiają się na poziomie komórkowym ludzkiego ciała, a które mają kolosalny wpływ na całą resztę późniejszych zachowań. Ciało obciążone zmianami przestaje cieszyć i uporczywie zawadza a upośledzony wadami umysł, pozbawiony swych zdolności – przygnębia. Taki zestaw ułomności koduje nieprawidłowy zapis wzorca i powiela go z błędami. Zirytowane ego w niedoskonałym ciele, z niedoskonale czystym umysłem jest coraz bardziej kąśliwe i nieuczciwe w swoich osądach. Coraz częściej wykazuje agresję i wrogość lub skrajną apatię i całkowity brak woli. Zaczyna szukać wymówek, wynajduje tłumaczenia swoich zachowań… Zaczyna pogrążać się w nieobiektywnej samoocenie dążąc z wolna ku upadkowi i dewastacji wszystkiego w okół siebie.

Skarbie mój… Nie miej złudzeń co do tego, że nie wszystko bywa takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Nie ma takiej kropki w której, gdy się dokładnie przyjrzysz nie odnajdziesz kolejnej, bo w każdej kropce są galaktyki kropek. Jedyną barierą by je dostrzec jest umysł. Jesteś energią Kochanie. Nie zbiorem domysłów, wierzeń i wyobrażeń lecz energią z której zbudowane jest Wszystko Co Jest. Odkryj to! Odważ się wyjść poza granicę szablonu ego, poza granicę schematów, które ustanowili ci, którzy się w ego pogubili. Pozwól sobie zrozumieć, że jesteś nierozłączną częścią całości, chwilowo doświadczającą życia w materialnej formie z określonym kodem układu atomów na planecie Ziemia, pośród niezliczonej ilości innych Istnień, których kod układu atomów prezentuje odmienną od Twojej, materialną formę. Podczas gdy wciąż, niezmiennie Wszystko jest Jednym.


Chciałbym żyć dla ciebie wiecznie córeczko, lecz nim osiągniesz pełne zrozumienie, może mnie już nie być w tym fizycznym ciele, które znałaś jako Twój tatuś. Jednak, jeśli tylko uznasz, że warto i podejmiesz choćby jedną moją myśl, jako swoją, energia, która była częścią mnie w tej warstwie rzeczywistości krążyć będzie w Tobie do końca świata.
I staniemy się Jednym.
Choć już przecież byliśmy.

Kocham Cię.

Projekt Q – Po prostu pamiętaj

– Tatusiu, czy słonko zawsze chodzi spać?
Zapytała malutka Ada, gdy w szumie fal morza, podziwiała z ojcem barwny spektakl zachodzącego za horyzont słońca.
– Tak kochanie, słoneczko zachodzi każdego dnia po to, żeby jutro raniutko obudzić nas ze snu… Ale też i po to, żeby dać ludziom czas na chwilę namysłu. Uświadamia im, że wszystko na Ziemi, tak jak każdy dzień ma swój koniec.
Dziewczynka patrzyła na zachodzące słońce a ono błąkało się i skrzyło w jej włosach w swoim ostatnim tego dnia przedstawieniu. W pewnej chwili odwróciła wzrok i zapytała;
– Tatusiu, a co by się stało gdyby słonko zapomniało jutro wstać?
W czerwonozłotej poświacie, widać było na twarzy ojca zmieszanie. Nie spodziewał się takiego pytania od czterolatki. Długo i z namysłem zbierał się do odpowiedzi, zdając sobie sprawę z wagi pytania jakie przed chwilą padło.
– Wtedy ludzie bardzo by się zasmucili bo to, oznaczałoby koniec czegoś, co do tej pory było dla nich bardzo, bardzo istotne w życiu, a na co nie zwracali nigdy większej uwagi.
….

W szalonym tempie życia jakie sobie narzuciliśmy zapominamy o tym, że są rzeczy ważne, ważniejsze i te, które odłożone na później, zwykle umykają naszej pamięci. Pędzimy przez życie gubiąc po drodze jego wartości i nie zwracając uwagi na właściwy jego cel. Przechodzimy obok innych ludzi z głową w konformistycznym kapturze i wzrokiem wbitym w czubki własnych butów zapominając, że jednostką oderwaną od świadomości grupowej/globalnej łatwiej jest sterować i manipulować. Z podejrzliwością i zdziwieniem reagujemy na uśmiech wysłany w naszą stronę, zaskakuje grzeczne – dzień dobry, zdumiewa przejaw bezinteresownej życzliwości. Czas zwolnić nieco, uciszyć galopujące myśli, poukładać w odpowiedniej kolejności priorytety.
Musimy koniecznie nauczyć się myśleć.
A później, musimy nauczyć się myśleć właściwie.
Rozdzielając się z Nieskalanej Energii Miłości, przybyliśmy tu w tą Ziemską gęstość jako odrębne Wszechświaty, każde z Nas ze złożonością własnych myśli i wyobrażeń. Przybyliśmy tu, żeby nauczyć się lub przypomnieć sobie jak to jest w tym Świecie, być za chudym lub za grubym, za mądrym lub za głupim, za ładnym lub za brzydkim ze wszystkimi tego uwarunkowaniami i konsekwencjami. Przybyliśmy tu, w ten materialny plan Stworzenia poczuć jaką przyjemnością wita Nas po zimie Ziemska wiosna, jaką ilością życia przejawia się lato, jakimi barwami jesień podkreśla swą urodę, poczuć bryzę morskiego pejzażu, muzykę lasów i śpiew łąk… Ale uwikłaliśmy się w programy, w sekwencje stereotypów i wzorce zachowań. Coś poszło tak bardzo nie tak, że zaczęliśmy wszystko niszczyć, handlować sobą w celach „biznesowo-konsumpcyjnych” i strzelać do siebie nawzajem w końcu unicestwiając bronią masowego rażenia jedną cywilizację, potem drugą i następną.
Rzeczywistość jest iluzją… słychać głosy… A jednak, na tym poziomie Stworzenia z ranionego ciała płynie żywa krew a wraz z nią odpływa Życie…
Na najwyższym poziomie jesteśmy Jednią, Źródłem Czystej Miłości i nie możemy o tym zapominać na żadnym z niższych poziomów. Powinniśmy mieć na uwadze skąd pochodzimy również w jednym z najniższych poziomów, na którym w stworzonych przez Nas dla Nas, Ziemskich ciałach, na nowo odkrywamy te powiązania ze Źródłem.
W gęstwinach ludzkiej świadomości dokonuje się rozwój a rozwój to poznawanie nieznanego. Na tym poziomie, mierzenie nieznanego miarą posiadanej wiedzy, to ryzyko błędnych i niewłaściwych wniosków a ich konsekwencją są węzły karmiczne i wielokrotna, ponowna inkarnacja do rozwiązania, do skutku, do zrozumienia. Ciało człowiecze nie jest więc tylko nośnikiem Duszy i DNA lecz inkubatorem nowych, twórczych idei i niedocenianie jego znaczenia lub przedmiotowe traktowanie, to jak brak szacunku do całości Wszelkiego Stworzenia ale też i do wyniku i efektów własnej pracy. Należy więc posługiwać się nim właściwie, dbać o nie i otaczać go należytą opieką i wsparciem.

   Projekt Q, to właśnie plan wsparcia, to najprostsza z możliwych inicjatywa do wytworzenia i przekroczenia masy krytycznej w procesie transformacji ludzkości. To działanie „od kuchni” w kierunku wzniesienia świadomości masowej z poziomu energii Stworzenia.
Jako, że każdy z Nas, z ponad 7 miliardów istot na Ziemi jest osobnym Wszechświatem, niezwykle trudno byłoby, jeśli w ogóle, znaleźć wspólne porozumienie pośród konwencjonalnych rozwiązań na poziomie materialnej rzeczywistości. Tak więc, o ile różni Nas budowa Naszych indywidualnych Wszechświatów, to z kolei łączy je energia z której powstały. A zatem, działając poprzez tą energię, wpływamy na wszystkie aspekty tej rzeczywistości wielowątkowo, wielopoziomowo i wielowymiarowo.

Załóżmy, że pole ochronne Ziemi, to wcale nie jest taki chybiony pomysł, jak co niektórzy uważają. Takie pole ochronne zbudowane byłoby z najczystszych intencji bezwarunkowej, bezgranicznej miłości a więc energii o najwyższej wibracji.
Każda istota wyrażająca chęć uczestniczenia w przemianie duchowej i wyniesieniu na wyższy poziom rozwoju medytując, wysłałaby ze swojego pola energetycznego najczystszą intencję miłości bezwarunkowej, na jaką na ten czas ją stać. Ponieważ na przestrzeni dziejów ludzkości pojęcie bezwarunkowej miłości miała niewielka tylko jej część a może nawet bliżej prawdy będzie, gdy napiszę, że bardzo mała grupa istot Oświeconych, to intencja ta osiągnie taki pułap, na jaki pozwoli jej energetyka.
Następnie, każda intencja łączyć się będzie kanałem/nicią/połączeniem z jej intencjo-dawcą a także z innymi intencjami tworząc sieć zasilających się wzajemnie punktów energetycznych. To bardzo ważne gdyż wysłana intencja pozostawiona sama sobie i nie zasilana myślą osłabnie, oddając swą moc tam, gdzie będzie potrzebna.
Budowa takiego pola ochronnego jest prosta. Wystarczy chwila medytacji lub zebrania/skupienia myśli, wysłanie jednorazowej intencji i przypomnienie sobie od czasu do czasu o niej, co równoznaczne będzie z jej zasileniem. Oczywiście zasilać ją można każdego dnia i w każdej chwili, będzie to miało wpływ na trwałość i moc oddziaływania pola energii.
Im więcej będzie Nas przybywać w postaci wysokoenergetycznej intencji Miłości, tym szczelniejsze będzie jej pole oraz szybciej i skuteczniej wyniesiemy nisko wibracyjne energie na wyższe poziomy energetycznych wibracji. Bo, gdy rzucisz ziarno na glebę i zostawisz samo sobie, jego wzrost będzie marny i nie pewny lecz gdy otoczysz go opieką, podlewając, kiedy potrzebuje, wzejdzie szybciej i bujniej.
Bardzo być może, że jednak zeszliśmy tu, w tą gęstość, by doświadczyć jak to jest dostać butem w twarz i poczuć smak płynącej z niej własnej krwi… Lub też, jak to jest dławić się i krztusić łzami rozpaczy, bólu i niewyrażalnego żalu… Być może nauka z tego poziomu, płynie z bycia ogłupionym chemią, zmanipulowanym i posłusznym niewolnikiem systemu…
Ale myślę, że już dość, że wystarczy.
Że jest Nas już taka ilość, że zdołamy przełamać zabezpieczenia i kody programów zniewalania i zmienimy Nasze tu i teraz.

Moja intencja już wisi.

I nawet, jeślibym się mylił, jeśliby Wszechświat mój miał kończyć się na moim tylko wyobrażeniu o nim. Nawet jeśliby miał być taki tylko, jakim widzą Go moje oczy, to nie tracę wiele. Ledwie chwilkę z życia na przypomnienie sobie, że gdzieś tam, powiesiłem swoją intencję Miłości, by wraz z innymi wytworzyła aktywne pole do sprawienia tego miejsca na Ziemi przyjaznym i bezpiecznym. Nie poprzez działanie na Świat, bo on w swojej harmonii i zamyśle Stworzenia jest idealny ale poprzez działanie na inne Istoty, na ich pola energetyczne, na serca. Byśmy wszyscy razem wznosili się i stawali lepsi, życzliwsi i bardziej ŚWIADOMI istnienia.
Zawsze jest czas, żeby we wszystko zwątpić, wyprzeć się i zrezygnować.
Ale tylko wtedy udaje się czegoś dokonać, kiedy próbuje się bez względu na to, że często działanie okupione jest wysiłkiem i mozolną pracą i bez względu na to, jak długo trwać może droga do pełnego sukcesu… choć, obserwując wydarzenia w okół tej rzeczywistości, wygląda na to, że czasu nie zostało wiele.

Jeśli więc myślisz i czujesz podobnie, zaświeć i Ty swoją gwiazdkę na Niebie Miłości i po prostu pamiętaj o niej.